Jeszcze dekadę temu jedzenie sushi w Polsce kojarzyło się z ekskluzywną kolacją w modnej restauracji i wydatkiem godnym mikro wakacji. Czasy się jednak zmieniły – sushi wkroczyło pod strzechy, a dziś swoje rolki (nie te na wrotki) znajdziemy nawet w… Biedronce. Jak wypada sushi z Biedronki w oczach przeciętnego konsumenta i czy warto je wrzucić do koszyka między kefirem a pasztetem? Postanowiliśmy to sprawdzić, testując smak, skład i portfele.

Sushi z półki, czyli jak to działa?

Biedronka regularnie oferuje gotowe zestawy sushi w lodówkach produktów świeżych. Dostawcą najczęściej bywa firma Yoko Sushi, a w ofercie znajdziemy różnorodne zestawy – od klasycznych rolek z łososiem, przez california maki z surimi, aż po wegańskie alternatywy. Opakowania są estetyczne, każda porcja wyposażona w pałeczki, sos sojowy, imbir i wasabi – słowem: sushi starter pack w wersji Lidl-Biedro Edition. Ale czy wygląd idzie w parze ze smakiem?

Smakowanie supermarketowej Japonii

Przy pierwszym kęsie w głowie mimowolnie pojawia się pytanie: „Czy to aby na pewno sushi?” Odpowiedź brzmi: to zależy. Osoby przyzwyczajone do wykwintnych rolek prosto od japońskiego sushi mastera najpewniej poczują lekki zgrzyt. Ryż bywa nieco zbyt słodki, wasabi potrafi być bardziej zielonym barwnikiem niż przyprawą, a ryba – cóż – czasem brakuje jej charakteru. Ale! Dla przeciętnego głodomora na zakupach, który nagle zapragnie egzotycznego lunchu za mniej niż 15 zł, sushi z Biedronki może okazać się całkiem miłą niespodzianką. Zwłaszcza, że w porównaniu do sieciowej pizzy z mikrofali – tu przynajmniej czasem uczucia są autentyczne.

Ceny, które nie gryzą

Największy atut? Cena. Zestawy zaczynają się od około 9,99 zł i sięgają maksymalnie 19,99 zł za większe wersje z kilkunastoma kawałkami. Wybór zależy oczywiście od sklepu i aktualnej oferty, ale z reguły zawsze znajdziemy coś „na ząb”. O ile portfel naszego wewnętrznego smakosza może nieco jęknąć z zawodu, to ten finansowy wydycha z ulgą. Biorąc pod uwagę ceny sushi w restauracjach, supermarketowy odpowiednik wypada jak student w Lidlu – nieidealny, ale za to tani i dostępny na co dzień.

Opinie klientów – mieszanka smaków i emocji

Recenzje w sieci są jak tatar wołowy – nie wszystkim podejdą. Na forach internetowych i w mediach społecznościowych spotkamy zarówno entuzjastów, jak i gorzkich krytyków. Jedni chwalą sushi z Biedronki za przyzwoitą jakość w niewygórowanej cenie, inni drżą na wspomnienie „papierowego łososia” i „słodkiego jak deser” ryżu. Jedno jest pewne – nikt nie przechodzi obok tych rolek obojętnie. Nawet jeśli opinie są podzielone, to zainteresowanie nimi nie słabnie, szczególnie wśród młodszych klientów i studentów, dla których sushi z Biedronki jest jak Netflix – dostępne, tanie i niekoniecznie wysokiej jakości, ale wystarczy na wieczór.

Czy warto zaryzykować?

Jeśli jesteś purystą sushi z sopelkami ryżu ułożonymi ręką japońskiego mistrza z Kioto, to z całym szacunkiem – omiń tę lodówkę szerokim łukiem. Ale jeśli traktujesz życie z przymrużeniem oka, a Twoje podniebienie czasem lubi taniec smaków „na szybko i tanio”, daj szansę tym małym rolkom z dyskontu. W końcu, w najgorszym razie stracisz 12 zł i zyskasz anegdotkę do opowiadania na firmowym lunchu.

Koniec końców sushi z Biedronki to ciekawy eksperyment kulinarny na miarę naszych czasów: szybki, niedrogi, zaskakująco przystępny. Czy warto? Jeśli podchodzisz do jedzenia z humorem, tak! A już na pewno lepsze to, niż parówki sojowe z ketchupem. Zanim więc ucieknie ostatni zestaw z lodówki sklepowej – może warto sięgnąć po własną porcję (nie)orientalnej przygody?

Zobacz też:https://magazynkobiecy.pl/sushi-z-biedronki-sklad-jakosc-i-opinie-klientow/