Tomasz Beksiński – osobowość większa niż życie, głos, który wprowadzał nas w mroki gotyckiego rocka, i dusza tak romantyczna, że sam Byron mógłby się zawstydzić. Dziennikarz muzyczny, tłumacz, a także syn jednego z najwybitniejszych malarzy XX wieku – Zdzisława Beksińskiego. Choć jego życie prywatne okryte było mgłą tajemnicy, wielu jego fanów nieprzerwanie zastanawia się: kim była partnerka Tomasza Beksińskiego? Czy istniała naprawdę, czy była może tylko efemerycznym bytem, ulotnym jak winylowe dźwięki Joy Division o poranku?
Romantyk wśród dźwięków
Tomasz Beksiński nie był człowiekiem przeciętnym. W epoce kaset magnetofonowych i pirackich tłumaczeń VHS, on tworzył radiowe audycje kultowe do dziś. Jego głos, pełen melancholii i zadumy, był jak balsam dla dusz w latach 80. i 90. Marzyciel, który zamiast kont słuchaczy, podbijał ich serca – mroczne, emo i gotyckie.
Miłość w jego wykonaniu była niezwykła – intensywna, bezkompromisowa, momentami wręcz teatralna. W listach, które pisał do przyjaciół i w pamiętnikach, wielokrotnie wspominał o swoich relacjach, zakochaniach i emocjonalnych zawrotach głowy. Ale czy w jego życiu była ta jedna, jedyna – partnerka życia?
Mityczna kobieta czy zmyślona muza?
Legenda głosi, że w życiu Tomasza pojawiła się kobieta, która miała odgrywać rolę partnerki idealnej. Z różnych źródeł wynika, że mógł być w kilku poważnych związkach, jednak żadna z tych relacji nie przetrwała próby czasu. Sam zainteresowany nigdy nie potwierdził oficjalnie statusu związku, a świat plotkarski, jak to zwykle bywa, miał na ten temat bardzo dużo do powiedzenia. Ale słowo „partnerka” w tym przypadku przypomina raczej mityczną Amphitrytę – obecna, nieobecna, otoczona tajemnicą i zachwytem.
Jedna z tajemniczych kobiet, z którymi Beksiński się spotykał, podobno fascynowała się muzyką tak samo jak on. Inna miała być jego psychologicznym lustrem – równie pokręcona i wrażliwa, co on sam. Fani spekulują, że jedna z nich była muzą do jego audycji, w których z melancholijną miłością puszczał kompozycje The Cure.
Kobieta w cieniu legendy
Gdy mówimy o osobie tak złożonej jak Tomasz Beksiński, należy zdawać sobie sprawę, że jego życie uczuciowe również mogło przybrać formę dramatu gotyckiego z elementami absurdu. Nawet jeśli partnerka Tomasza Beksińskiego istniała naprawdę, jej obecność była bardziej wyjątkowym zawodem niż publicznym romansem.
W filmie „Ostatnia rodzina” – ekranowej opowieści o rodzinie Beksińskich – również nie poznajemy wyraźnie kobiety jego życia. Postać towarzyszącej mu dziewczyny pojawia się, ale jakby za szybą, jakby miała symbolizować więcej niż tylko realną osobę. Czy to celowy zabieg reżysera, czy tylko potwierdzenie faktu, że Tomasz był samotnikiem? A może całe jego życie miłosne było jednym wielkim listem do nieznanej odbiorczyni?
Serce nieodgadnione
Jedno jest pewne – Tomasz Beksiński nie był mężczyzną, który wpisywałby się w konwencjonalny model partnera. Jego wrażliwość, neurotyczne podejście do codzienności i skłonności do depresji sprawiały, że relacje międzyludzkie były dla niego nie lada wyzwaniem. Tym bardziej trudne były te romantyczne.
Czy więc możemy powiedzieć z całą pewnością, kim była partnerka Tomasza Beksińskiego? Raczej nie. Może to i dobrze – zostaje przestrzeń na interpretację, na marzenia i spekulacje. W końcu nie wszystkiego chcemy dowiedzieć się do końca, prawda?
Postać Tomasza Beksińskiego nadal fascynuje – jego talent, jego duchowe rozterki i pytania o miłość, które wciąż unoszą się gdzieś nad jego wspomnieniem. To jeden z tych człowieczych dramatów, który nieodłącznie łączy sztukę, muzykę i nieuchwytną potrzebę bliskości, której nie da się zamknąć w żadnej definicji.