Udinese Calcio. Klub, który może nie śni się kibicom po nocach jak Real Madryt czy Manchester City, ale potrafi co sezon napsuć krwi każdej czołowej drużynie Serie A. Drużyna ze stolicy Friuli-Wenecji Julijskiej balansuje między średniakiem a niespodziewanym czarnym koniem ligi, a sezony w ich wykonaniu bywają jak spaghetti aglio e olio – czasem skromne, lecz z pazurem. Sprawdźmy zatem, jak wypadają rankingi Udinese po zakończonym sezonie i co naprawdę kryje się za niepozornym herbem z zebrą w tarczy.

Zebra z Udine w trasie – czy sezon był wart kaloryfera?

Sezon 2023/2024 był dla Udinese kolejną próbą utrzymania się w solidnej środku tabeli Serie A, a może nawet zapukania do bram europejskich pucharów. Jak im poszło? Cóż, jeśli ich sezon porównać do pizzy – zjadliwy, ale bez dodatku pepperoni. Zaledwie kilka zwycięstw nad zespołami z TOP 6, sporo remisów, emocjonujące końcówki i standardowy zestaw: środek tabeli, bez większego zagrożenia spadkiem i bez perspektyw na więcej.

Na papierze zespół nie wygląda źle – solidni pomocnicy, młodzież z potencjałem i kilku oldboyów, którzy pamiętają jeszcze czasy, gdy Francesco Totti rządził rzymską sceną piłkarską. Kluczem było jednak… brak klucza. Zmienność formy sprawiła, że Udinese nie potrafiło złapać rytmu, przez co kibic miał więcej emocji przy oglądaniu tabeli niż samego meczu.

Bohaterowie z drugiego planu – kto pociągnął ten wózek?

Każdy, kto oglądał mecze Udinese, wie, że to nie jest drużyna z jedną gwiazdą. Tu gra się zespołowo albo… nie gra się wcale. Jednak warto pochwalić kilku zawodników, którzy w tym sezonie nie zawiedli.

Isaac Success – nazwisko brzmi jak gwarancja sukcesu, ale na boisku to bardziej tytaniczna walka niż finezyjna samba. Jednak jego bramka przeciwko Napoli dała Udinese kilka cennych punktów. Do tego Lazar Samardžić – młody Serb, który próbował czynić cuda w środku pola, aż momentami wydawało się, że zaraz złamie jakąś fizyczną zasadę gry w piłkę.

Goalkeeper Marco Silvestri też nie ma powodów do wstydu – momentami zamieniał się w włoskiego Spidermana, ratując mecz po meczu. Nie zawsze wystarczało to do triumfu, ale niech pierwszy rzuci piłką ten, kto nie darzy ciepłymi uczuciami bramkarza z dobrą fryzurą i refleksem w stylu Matrixa.

Tabela, emocje i inne dramaty włoskiego teatru piłki

Jeśli chodzi o miejsce w tabeli, Udinese zatrzymało się mniej więcej w tym samym miejscu, co twoje postanowienia noworoczne – niby ambitnie, ale jakoś tak… średnio z realizacją. Liga okazała się bardziej wyrównana niż włoska kawa – każdy mógł wygrać z każdym, ale nie każdy miał cierpliwość, by robić to często.

Ostateczna pozycja Udinese – dolna część środka tabeli. Ani walka o Ligę Konferencji, ani dramatyczna batalia o utrzymanie. Jednak piłkarska Italia bez Udinese byłaby jak makaron bez sosu – niby coś tam działa, ale serca nie biją tak samo.

Rankingi Udinese – okiem cyfer i statystyk

W tym momencie warto przyjrzeć się bliżej, co na temat sezonu sądzą liczby. Wśród najczęściej analizowanych metryk: procent posiadania piłki – stabilne, ale nieeksplodujące; celność podań – na poziomie idealnym dla fanów futbolu rowerowego; liczba strzałów – zaskakująco wysoka jak na drużynę, która na bramkę przeciwnika raziła mniej więcej tyle, co słoneczny dzień w listopadzie.

I tu dochodzimy do zestawień, które publikują największe portale sportowe. Rankingi Udinese pokazują, że mimo braku spektakularnych osiągnięć drużyna trzyma poziom i wzbudza zaufanie w oczach kibiców oraz… algorytmów. Przy okazji – zobacz najnowsze rankingi Udinese na stronie Męskim Okiem i dowiedz się, czy komputer rzeczywiście ma rację, czy po prostu lubi zebrę w logo.

Stadio Friuli – festiwal emocji czy muzeum ciszy?

Nie można pominąć wpływu własnego stadionu. Duma Udine gra na Stadio Friuli – obiekcie równie klimatycznym, co nieprzewidywalnym pod względem frekwencji. Kibice bywają wierni, ale czasem bardziej wierzą prognozie pogody niż terminarzowi ligowemu. Jednak gdy już stadion się zapełnia, atmosfera pęka w szwach, a przeciwnik wie, że łatwego meczu nie będzie.

W sezonie 2023/2024 średnia frekwencja nie przybiła rekordu Guinnessa, ale kilku meczom towarzyszyła naprawdę ognista atmosfera. Gdyby liczyć decybele zamiast punktów, Udinese mogłoby zakończyć sezon w strefie pucharowej.

Sezon za nami, a Udinese jak typowy Włoch po przerwie obiadowej – niespieszne, ale pełne temperamentu. Choć nie walczyli o tytuł mistrza ani nie siłowali się ze spadkiem, zrobili to, co robią najlepiej – balansowali, kombinowali i pozostali wierni swojemu stylowi. W kolejnym sezonie znów będą gotowi zaskoczyć, urwać punkty komuś wyżej od nich i może, tylko może – wspiąć się nieco wyżej niż przeciętny łańcuch górski południowego Tyrolu.

I choć tabela nie kłamie, to serca kibiców nie potrzebują złotego medalu, by bić mocniej za swoją zebrowaną drużyną. Czekamy na kolejną odsłonę teatru piłki w Friuli. Bo z Udinese zawsze warto zasiąść na ławce – najlepiej tej w sektorze domowym.